← Wszystkie wpisy

8 kwietnia 2026

30 lat doświadczenia i kilka wizyt w salonach. Wnioski, które mogą kosztować setki tysięcy

Po miesiącach rozmów w salonach jasno widać, gdzie dealerom uciekają klienci i pieniądze: w procesie, finansowaniu i follow-upie.

Przez ostatnie miesiące sporo czasu spędziłem w salonach samochodowych. Różnych marek, różnych miast, różnych zespołów. Nie jako "ten z branży", tylko jako obserwator i rozmówca, ktoś, kto siada naprzeciwko handlowca i po prostu rozmawia.

Bez presji. Bez targetu. Bez "muszę sprzedać".

I to jest ciekawe doświadczenie, kiedy przez prawie 30 lat było się po drugiej stronie, jako dyrektor sprzedaży, odpowiedzialny za wynik, procesy i ludzi.

Bo nagle zaczynasz widzieć rzeczy, które w codziennej pracy łatwo przeoczyć.

Ogromna różnica nie leży między markami, tylko między ludźmi i zespołami

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogromna różnica w jakości obsługi. Nie między markami, tylko między konkretnymi ludźmi i zespołami. W jednym salonie rozmowa jest przemyślana, spokojna, prowadzona z wyczuciem. W innym klient dostaje zestaw informacji i zostaje z nimi sam.

I to nie wynika z braku zaangażowania.

To wynika z braku poukładanego podejścia.

Bo kiedy rozmawiam z handlowcami, bardzo często słyszę podobne rzeczy: że każdy pracuje trochę po swojemu, że nie ma jednego standardu rozmowy, że finansowanie "jest, ale to raczej temat na koniec", że klient i tak "musi się zastanowić".

To są drobne rzeczy. Ale to właśnie na nich buduje się wynik.

Finansowanie wciąż bywa dodatkiem, zamiast narzędziem sprzedaży

Drugie spostrzeżenie dotyczy finansowania. I tu powiem wprost: w wielu miejscach to jest nadal niewykorzystany potencjał.

Oferty są przygotowywane poprawnie. Czasem nawet bardzo dobrze. Ale rzadko kiedy są wykorzystywane jako realne narzędzie sprzedaży.

Brakuje drugiego wariantu. Brakuje rozmowy o tym, co dla klienta jest naprawdę ważne: rata, wkład, elastyczność. Brakuje momentu, w którym finansowanie staje się argumentem, a nie dodatkiem.

A to jest dokładnie ten obszar, w którym, przy dobrze poukładanym procesie, zaczynają pojawiać się konkretne pieniądze.

Follow-up nadal rozstrzyga dużą część decyzji

Trzecia rzecz to follow-up. Temat stary jak sprzedaż, a jednocześnie wciąż aktualny.

W wielu rozmowach przewijał się ten sam schemat: klient był, rozmowa była dobra, oferta wysłana i cisza. Czasem jeden telefon. Czasem mail. Bez planu, bez konsekwencji.

A przecież to właśnie tam zapada ogromna część decyzji.

Nie w salonie. Po wyjściu z niego.

Tu nie potrzeba rewolucji, tylko uporządkowania

Piszę o tym nie dlatego, żeby krytykować. Rynek się zmienił. Klient się zmienił. Tempo pracy też jest inne niż jeszcze kilka lat temu. I naprawdę łatwo wpaść w tryb "robimy swoje, bo działa".

Tylko że z zewnątrz bardzo wyraźnie widać, ile jeszcze można z tego "swojego" wyciągnąć.

Bo to nie jest kwestia rewolucji. To jest kwestia uporządkowania tego, co już jest.

Lepszego wykorzystania rozmowy z klientem. Świadomego prowadzenia procesu. I spojrzenia na sprzedaż nie tylko przez pryzmat auta, ale całego doświadczenia, które za nim stoi.

Potencjał jest większy niż wyniki

Z perspektywy kogoś, kto przez lata zarządzał sprzedażą i odpowiadał za wyniki, mogę powiedzieć jedno: w większości salonów potencjał jest większy niż wyniki, które dziś osiągają.

I często nie potrzeba więcej leadów, większego budżetu czy lepszej lokalizacji.

Potrzeba świeżego spojrzenia.

Kogoś, kto wejdzie, zobaczy proces z boku i nazwie rzeczy po imieniu. Pokaże, gdzie dokładnie uciekają klienci i pieniądze. I pomoże to poukładać w sposób, który zacznie pracować na wynik.

Jeśli jesteś dyrektorem sprzedaży i masz poczucie, że Twój salon "robi wynik, ale coś się rozjeżdża", że zespół ma potencjał większy niż liczby w raportach, albo po prostu chcesz skonfrontować swoje działania z kimś, kto przez 30 lat był dokładnie w tym miejscu, to bardzo możliwe, że znajdziemy wspólny język.

Bo czasem jedna dobra rozmowa z zewnątrz potrafi uruchomić zmiany, które w środku odkładane są miesiącami.

A te zmiany bardzo szybko zaczynają być widoczne tam, gdzie najbardziej to widać, czyli w wyniku.